|
Strona 6 z 11 Arka poezji - Andrzej Saj Pałacyk dla mnie (a może także dla innych) był wtedy Arką poezji, w której schowaliśmy się przed potopem naszej „durnej” młodości – gdy wokół szalały burze namiętności i napory hormonów, gdy lało się z nieba wino grzane z goździkami, a bywało – padało „patykiem pisane”, a nawet momentami kołysało mocniejszą...
W tej Arce brnęliśmy całkiem znośnie przez oceaniczny bezmiar ówczesnej peerelowskiej szarzyzny – z aurą, która, jak się dzisiaj na to spogląda, była niezwykle pomocna w grupowym rozpływaniu się we mgle niedomówień, półsłówek, aluzji i słynnych politycznych dowcipów. Ale była to pogoda bardzo dobra dla bogatych duchem, dla rzeszy poezjozjadaczy – a na dobrą sprawę wtedy „wszystko było poezją” (jak twierdził E. Stachura). To w tej Arce toczyły się boje o Laur Arki, choć niegdysiejsi zwycięzcy dzisiaj toczą potyczki na całkiem innych polach. To było także miejsce pyszne dla widzenia: słynne ścienne malunki Sawki, Geta, Czerniawskiego, ich plakaty i plakietki. Wkład w polską szkołę plakatu – niepodważalny.
Tak więc tamten Pałacyk stał się ostoją zjawiska już dzisiaj niepowtarzalnego i chyba niemożliwego – kultury studenckiej; choć ta kultura była także swoistą „arką przymierza” między niepokorną młodzieżą a władzą pilnie przypatrującą się poczynaniom niesfornych, choć gubiącą się w wielości zdarzeń i zwariowanych propozycji.
Dzisiaj już wiemy, że nasza Arka płynęła ku górze wolności, która okazała się być najeżoną skałami kapitalizmu, górze, którą trzeba dopiero oswoić i uprzystępnić ludziom i ich kulturze. A to nie jest takie proste. I choć zachłystujemy się wolnością, a szarzyznę i mgły niedomówień zastąpiła krzykliwa reklama, kolorowe czasopisma i wszechwładna konsumpcja, to gdzieś „w dnie” pamięci otwiera się ten lufcik, który zwiemy milczeniem. „Bo gdy się milczy, milczy, milczy to apetyt rośnie wilczy” – jak śpiewał Jonasz Kofta – na poezję, której nie ma już...
Kiedyś Pałacyk ze swoją Arką był miejscem swoistego luksusu i chyba namiastką wolności, dziś jest zrujnowanym obiektem jakby symbolizującym naszą młodość; i trochę szkoda, że nie może (albo nie chce) być znów taką „arką schronienia” przed rozbujanymi falami dzisiejszej rzeczywistości z jej popularną kulturą, której tubą jest komercyjna TV i płytka rozrywka.
PS. Już po napisaniu tego tekstu zastanowiłem się, kto mógłby pełnić funkcję Noego – tego starego przewodnika po morzu naszego „młodopałacykowego” gaszenia pragnień. Ale wszystko płynie, wszyscy zmieniliśmy się... no, może tylko Rysiu Uklański, którego – gdy spotykam niezmienionego od ponad trzydziestu lat – to myślę... [Tekst pisany w roku 2002 – 24 czerwca 2004 Rysiek wybrał się na drugi brzeg].
Andrzej Saj
|