|
Polecamy -
Miejsca i ludzie
|
|
Wpisany przez Jacek Antczak (opr.)
|
|
Strona 7 z 8 Partia baluje ze studentami
„Największa sala balowa w mieście” – wielka reklama kłuje w oczy. Tu się akurat nic nie zmieniło. Sława pałacykowych bali była tak wielka, że kiedyś, gdy całe Biuro Polityczne przyjechało do Wrocławia na obchody 25-lecia PRL, po uroczystej akademii – zamiast udać się na bankiet w Śląskim Okręgu Wojskowym – bonzowie z KC postanowili pobawić się ze studentami. – Pamiętam, że byli wszyscy poza Gomułką. Siedziałem wtedy przy stoliku z Kliszką i dyskutowaliśmy o Norwidzie, Moczar dogorywał w innej części sali – śmieje się Stanisław Szelc. Klimsa dodaje, że pojechał na prośbę Ludwika Bukowskiego, ówczesnego szefa Rady Okręgowej ZSP, po „Niedziela” (Leszka Niedzielskiego). Aktor Teatru Pantomimy „Gest”, lekko zmęczony, dał m.in. swój popisowy, ale prywatny numer – parodię Hitlera. Wszyscy modlili się, by na bis nie dał „Gomułki”. Skandalu nie było, mimo iż artyści przypomnieli jeszcze politykom, że nie zapłacili za koniak. KC po kilku dniach uregulowało rachunek.
Stanisław Szelc wspomina, że Pałacyk był wtedy republiką wolności, w której mówiło się i robiło rzeczy, o których gdzie indziej nawet nie śniono. Był też matecznikiem bohemy, gdzie plastycy (jak dosłownie mieszkający w Pałacyku Jan Sawka) ściśle współpracowali z poetami i bigbitowcami, twórcy teatralni z grotołazami, a dzisiejszy kompozytor „Elity” Włodzimierz Plaskota szalał na kontrabasie w jazzowej grupie FAR Quartet. Towarzystwo tworzyli lekarze, naukowcy oraz zwyczajne zawadiaki dobrze czujące się wśród twórczych studentów. – Nasze spotkanie ma pokazać, że tamto pokolenie nie jest jeszcze stracone dla świata i nie dało się przygnieść tym, co się teraz w kraju dzieje – deklaruje Bogusław Klimsa. Jego opowieści co chwilę przerywa telefon. Kolejni pałacykowicze dzwonią z różnych stron świata i pytają, co się dzieje z innymi... Czasem słychać: „Nie będzie go, niestety, już nie żyje”, albo: „Nie można go odnaleźć, nikt nie wie, gdzie jest”. Ktoś deklaruje, że nie ma ochoty na bale w takim towarzystwie. O kimś mówi się, że był w SB, o innym, że jak pił, tak pije, albo że nie radzi sobie w trudnych dzisiejszych czasach. I nie ma już nawet wiecznych studentów.
Awers i rewers medalu pamiątkowego Budowniczemu Akademickiego Centrum Kultury Pałacyk wybitego w 1984 roku (jedynie 20 egz.) z okazji 25-lecia klubu.
|