START > Polecamy > Miejsca i ludzie > Wspomnienia pałacykowiczów (1) - 16 moich miesięcy - Wiesław Misiek
 
Wspomnienia pałacykowiczów (1)
Wspomnienia pałacykowiczów (1) - 16 moich miesięcy - Wiesław Misiek PDF Drukuj Email
( 116 oceniających )
Polecamy - Miejsca i ludzie
Wpisany przez Cezary Żyromski (opr.)   
Spis treści
Wspomnienia pałacykowiczów (1)
Podwójne drzwi - Henryk Gała
Rezydenci i bywalcy - Andrzej Łapieński
Szopianka w Pałacyku - Danka Szopianka-Strumpf
Jeszcze o Pałacyku. I nie tylko - Ludwik Bukowski
Mój kochany Pałacyk - Tereniusz Nawrocki
Z Kościuszki na Ofiar - Teresa Rudzka
Wszyscy wracamy do Pałacyku - Marek Chełmicki
16 moich miesięcy - Wiesław Misiek
Pałacyk - moja klęska i moja radość - Jan Sawka
Wieża - Kazimierz Rainczak
Wszystkie strony

16 moich miesięcy - Wiesław Misiek

Wiesław Misiek

Uff!!! PAŁACYK pamiętam od końcówki lat 60. głównie za sprawą Jazzu nad Odrą. Kojarzy mi się z tłumem przed wejściem, zaduchem wewnątrz i atmosferą, której nie umiem nazwać, ale której nigdy nie zapomnę. Określenia: niezwykły, niepowtarzalny, mekka i wiele innych oddają tylko w części magnetyzm tego miejsca i zdarzeń tam tylko istniejących. Takich miejsc w Polsce siermiężnej lat 60. i 70. było zaledwie kilka i wyłącznie w środowisku studenckim. We Wrocławiu niewątpliwie tylko Pałacyk.

Wiele klubów studenckich miało swoją atmosferę, ciekawe imprezy i inicjatywy. Jednak w Pałacyku było to coś, co stawiało go samotnie na czele peletonu. W konkurencji magnetyzmu miejsca był najpierwszy i jeżeli ktoś chciał się choć otrzeć o tę niedefiniowalną emocję, musiał niewątpliwie trafić do Niego. Wielu powie, że to ludzie byli tam najważniejsi, ich witalność, ambicje, artystowskie dążenia. I pewnie w dużym stopniu będą mieli rację. Ale myślę, że to tylko część prawdy.

Bywałem w Pałacyku od połowy lat 60. do początku 80. Przez szesnaście miesięcy byłem jego szefem (1978-79). Zrobiliśmy w tym czasie kilkaset imprez, wprowadzaliśmy innowacje programowe, eksperymentowaliśmy, często wprowadzaliśmy „wadzę” w zakłopotanie.

Może to trudno dziś zrozumieć, ale nikt nie narzucał mi, co mam robić. Chęć działania w kulturze odczuwał znaczny odsetek środowiska studenckiego. Nasza więc rola (dziś się mówi menedżerów) była łatwa. Wspólnie z gronem moich „programowców” (Danka Bierzańska, Ola Kubicka) rozumieliśmy swoje zadanie jako stwarzanie możliwości do wypowiedzi artystycznej, propagatorskiej, animacyjnej i organizacyjnej. Nasze hasło to nie przeszkadzać i wspierać. Pieniądze były problemem, ale też nikt ich nie fetyszyzował. Pałacyk i część klubów studenckich przyciągały rozmaitych ludzi – od utalentowanych nieudaczników po odnoszących dziś sukcesy zawodowe w różnych dziedzinach życia.

Od lat jestem tylko obserwatorem niektórych działań artystycznych, bezpośrednio z rzadka uczestnicząc w imprezach kulturalnych. Znaczna część środowiska kultury nadal uznaje podział na „my” i „oni”. I wydaje się, że dziś te podziały są ostrzejsze niż wtedy. Zdumiony byłem, kiedy mi uświadomiono, jakie to ma znaczenie przy rozdziale funduszy, obsadzie stanowisk.

Dziś niektórzy dawni opozycjoniści chcieliby zapomnieć i wykreślić z życiorysu swój udział w wielu tamtych wydarzeniach i imprezach. A przecież selekcja w kulturze jest prosta, bo pozostaje to, co naprawdę było ważne i twórcze. Witek Liszkowski uświadomił mi, że to, co robiliśmy przed 20 laty na ulicach Wrocławia (razem z Leszkiem Mrożkiem i Romkiem Kołakowskim), dziś odżywa na świecie.

Daleki jestem od upiększania tamtych czasów. Ich piętno nosimy w sobie niezależnie od podziały na „my” oraz „oni” i każdy na swój sposób się z tym zmaga. Środowisko kultury studenckiej było czymś wyjątkowym. Wyjątkowe było m.in. z tego powodu, że nikt go nie dekretował, że było w szczególnym stopniu autonomiczne. Byli i wtedy ambitni działacze, którzy chcieli się wykazać, zrobić „karierę”, ale ich wpływ na potencję tego środowiska był żaden.

Siłą kultury jest mnogość inicjatyw, ich różnorodność. Rolą społeczności (lokalnej, państwa) jest stworzenie mechanizmów ich wspierania. Jeżeli mechanizm ten jest biurokratyczny i bezduszny to dla środowiska jest tylko ciężarem. Jeżeli dołożymy do tego podział na „my” i „oni” to efekty mamy takie, jakie mamy – mizerię we wrocławskiej kulturze. Kultura to nie tylko pieniądze, to nie tylko biznes dla nielicznych. To nie jest również sposób na życie dla niektórych, ani spełnienie prostackich ambicji ludzi, którzy w otarciu o znakomitości świata kultury chcą się dowartościować. I to by było...

Wiesław Misiek
Dyrektor klubu 1978 - 1979


 
Translate this website into your language using Google technology. Nasza strona po angielsku, niemiecku, francusku, czesku - w ponad 30 językach!
Joomla Templates by Joomlashack